14:14

Ważkie wskazówki po temu, jak pomóc se ogarnąć życiową rzyć.

Hejka.

Dziś będzie pokrótce o tym, co pomaga doraźnie ogarnąć życiową dupę. Wpis ten wyda się niektórym odbiorcom pitolongiem o oczywistych oczywistościach - i bardzo dobrze! Ale wiem też, że młodszej mnie bardzo przydałyby się te wskazówki - i lepiej uczyć się na cudzych błędach, niż na własnych... ;)

1.) RUDYMENTA. Zamiast nihilistycznie wzdychać ku niebiosom trza naprawdę zacząć u podstaw - codzienne zdrowe funkcjonowanie. Jedzenie, kupa, sen... I ruch! Jeżeli wciągasz jakieś antyodżywcze śmiecie, niedosypiasz na rzecz bezrefleksyjnego skrolowania internetowej papki informacyjnej, odpalasz jedną fajkę od drugiej i zapijasz kawą, a stres - alkoholem, to cóż... nawet, jeśli masz 20 lat i końskie zdrowie dzięki wspaniałym genom, uwierz - do czasu.

Mało jest spraw ważniejszych niż zdrowie. O ile "za gówniarza" pewna doza głupoty w tej materii jeszcze uchodzi za górnolotną beztroskę, o tyle szczerze dziwią mnie osoby 25+, 30+, 35+ żywiące się głównie fast foodami i mrożonym instant chłamem z supermarketu... to nie jest kwestia kasy, bo (wbrew wygodnemu mitowi) zdrowa pasza nie musi kosztować krocia. Daleko mi do żywieniowego oszołomstwa, gdyż, jak kiedyś wspominałam, unikam wszelkiej neofickiej fiksacji i monomanii, ot, staram się po prostu jeść świadomie i unikać przetworzonego, pustego odżywczo szajsu.

Jeżeli znajdujesz cokolwiek niepokojącego w swoim samopoczuciu, idź do internisty, zrób przegląd. Morfo i siuśki nawet prywatnie w labie nie kosztują dużo.No i tarczyca - deficyty energii nierzadko biorą się z zaburzeń jej pracy.

Odnośnie problemów ze snem zdarzyło mi się popełnić pościwo.

Tedy nie będę się powtarzać.

Rzeknę jeno - odpowiednia osobniczo porcja wypoczynu nocnego ma zasadnicze znaczenie dla jakości żywota, koniec kropka... choć wiem, że takie stawianie sprawy nie przysparza w pewnych kręgach lansu... (wszak podkrążone emo gały takie sexy, awangarda, rachityczne filozofy w porozciąganych swetrach i przeklęci poeci w zadymionych piwnicach, mrał).

2.) UGASIĆ OGIEŃ. Jeśli są jakieś bieżące sprawy, które Cię stresują, przerażają i prokrastynujesz ile wlezie rozwiązanie ich - pamiętaj, że chcąc uwolnić się od strachu, musisz mu spojrzeć w ślipia. Inaczej będziesz wiecznie uciekać - z duszą na ramieniu i jęzorem na brodzie.

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale ZRÓB TO. Umów termin. Zadzwoń gdzie trzeba. Przeprowadź niewygodną rozmowę. Cokolwiek z tego nie wyjdzie - postawa proaktywna przywróci Tobie spokój i poczucie kontroli nad swoim życiem. Działaj. TERAZ. Go, go, go!

3.) ŹRÓDŁO SAMODYSCYPLINY - MOTYWACJA. Jako siusiara byłam totalnie niezborną, niezorganizowaną, roztrzepaną ciumrą. W pewnym momencie uświadomiłam sobie, jak dalece kijowa jest to kondycja i - mimo deficytu wrodzonych inklinacji do porządku - postanowiłam wziąć się za mordę i pokonać tę słabość charakteru. Bo nie chcę zgnić na kanapie przed tv lub przed komputerem, jojcząc, że inni mieli łatwiej/lepiej/pieniądze/szczęście/znajomości/wpływowych rodziców. Nie chcę, żeby życie mi przeciekało przez palce. Nie chcę bezmyślnie zmitrężyć tych swoich "pięciu minut" na tym padole.

Wzięcie pełnej odpowiedzialności za swoje życie jest zawsze punktem zwrotnym. Wybaczcie szczerość, ale bezczynne siedzenie na roszczeniowej dupie i skauczenie, jak to inni mają lepiej, jest do bólu frajerskie. Nie ma nic bardziej żałosnego i godnego litości od pogubionego człowieczka, którego jedyną radostką w szarym życiu są cudze potknięcia i porażki.

Więc wstań, otrzep się z kurzu i ogarnij własną rzyć. Nie zadomawiaj się w szarzyźnie, przeciętniactwie, miernocie, lichocie i skisłych towarzystwach wzajemnej adoracji.

Wielopoziomowe zajęcie się sobą to paradoksalnie najbardziej altruistyczna rzecz jaką możemy zrobić.

4.) PLANUJ. Na bieżąco. Organizacja ratuje życie - dosłownie. Zatem zrób sobie pyszną kawusię lub zaparz aromatyczną herbę, usiądź na tyłku i rozpisz sobie plan dnia, plan tygodnia, miesiąca. Notuj też na marginesie wszystko, co przyjdzie Ci do głowy, żeby zrobić. Każdą jedną pierdółkę, każdy impuls "a może bym...". Ja prowadzę uproszczony BuJo (Bullet Journal, obczajta na yt) - i daje mi to przyjemne poczucie, że zawżdy panuję nad sytuacją :) Nie kładę się spać, jeśli nie zagospodaruję dnia następnego. Ważna wskazówka - wybierz 3 zadania z listy do zrobienia, które mają absolutnie najwyższy priorytet, i zrób je ASAP. Najlepiej zaraz po zgrzebaniu się z łóżka - o ile to możliwe. Nawet nie wiesz, ile rzeczy pchniesz w ten sposób do przodu! Przełożyłam wszystkie swoje treningi interwałowe na rano - i od tej pory nie ma zmiłuj, żebym wypadła z tygodniowego rytmu, zaś satysfakcja z odfajkowanego wcześnie rano ważnego zadania daje kopa do realizowania następnych... Tak to działa.

/Najbardziej demotywujący dla mnie scenariusz dnia to przyspać za długo, odpalić bezmyślnie kompa i wdepnąć z samego rana w medialną kakę typu dupno hajo z Majdanami w Dubaju. A potem jeszcze dać nura w komcie i potarzać się mentalnie z radosnymi świniaczkami w błocku. Bo ktoś tym nowobogackim celebrytĄ tak pięknie, "ynteligiętnie i z klasom" podesrał... Jako żywo, średniowieczny motłoch ryczący z zachwytu podczas egzekucji i ciskający ekskrementami. Buchają gejzery frustracji - rzecz jasna pod sztandarem słusznej krucjaty przeciwko upadkowi kultury, promowaniu kiczu i zgniłych wzorców moralnych. Paradne... I jakie przewrotne. Obrzydliwa hucpa.

Koniec dygresji./

5.) MÓZG LUBI UPROSZCZENIA I SCHEMATY. Upraszczaj wszystko co się da. Optymalizuj. Jak z masz z czymś problem, np. z regularnym sprzątaniem chaty, rozpisz sobie schemat działania w czasie (tak, tak jak dla debila:)) i po prostu postępuj wedle instrukcji. Jak czegoś się uczysz, to robisz notatki, a potem przyswajasz wiedzę z zapisanych informacji. Idiotoodporne. Nie umiesz w kreatywne gotowanie na spontanie, a chcesz jednak praktykować domową szamkę? Znajdź sobie kilka niezawodnych przepisów, zanotuj je w "zeszycie do wszystkiego" (czyli np. BuJo) i proceduj. Warto mieć też na podorędziu plan żywieniowy na co najmniej parę dni oraz listę zakupów spożywczych - nienawidzę tracić czasu na rozkminianie każdorazowego obiadu, latanie do sklepów i sterczenie w kolejkach. Zakupy staram się robić większe, przemyślane, a rzadziej. I rano, kiedy jest świeży towar i mało ciżby.

Systematyczna optymalizacja doprowadziła do tego, że zamiast lękliwie egzystować z ponurym widmem spiętrzonych powinności, mam wewnętrzny zen (noo... coś w tym rodzaju). I potrafię naprawdę delektować się porą relaksu, bo wiem, że nań zasłużyłam. Prokrastynując - niby się opierdzielasz przy przyjemnostkach, ale gdzieś w głębi czai się ta kwaśna świadomość ważniejszych spraw, która - nie czarujmy się - psuje całą radość z tych przyjemnostek.

6.) CEŃ SOBIE SWÓJ CZAS I ZASOBY. Nie rozpraszaj swojej uwagi i energii na jakieś pierdoły. Skanalizuj ją w sposób celowy. Poświęcaj swe zasoby priorytetowo na sprawy ważne - wartościowe - dla Ciebie. NIGDY nie rozmieniaj się na drobne. Nie zadowalaj się bylejakością - byle jakim pożywieniem, treściami i... towarzystwem. Se-lek-cjo-nuj. Nie warto chłonąć bezkrytycznie wszystkiego. Nie warto nawykowo skrolować fejsa czy instagrama. Nie warto spędzać życia z gałami wlepionymi w jakikolwiek ekran. Nie warto tkwić w iluzjach, krzywdzących lub drenujących relacjach, łudząc się, że takie są standardy i "tak już jest"... Pamiętaj - z eschatologicznego punktu widzenia nic nie boli bardziej, niż stracony czas. Nie marnuj go na plotki, zawistne spekulacje, intrygi, uwsteczniające rozrywki itd.

Warto rozwinąć w sobie asertywność. Wobec tej kakofonii cholernego badziewia, które atakuje zewsząd.

7.) USTAL CELE. Zanim skierujesz gdzieś strumień swojej energii i uwagi, musisz wiedzieć gdzie i po co. Gdzie jesteś, a gdzie chcesz dojść. Zachowując w miarę trzeźwy osąd, rzecz jasna (30 kg w dwa miesiące nie brzmi zbyt realistycznie)... Niemniej jednak - warto mierzyć wysoko. Wierzę, że wytrwałość (prędzej czy później) zaprowadzi człowieka praktycznie wszędzie, gdzie chce dojść, więc warto być ambitnym. Nie zadowalać się byle dołkiem z ciepłym gówienkiem, bo każde gówienko kiedyś ostygnie. Zwizualizuj sobie szczegółowo siebie za 5 lat - siebie tak, jakby porażka nie istniała. Kreśląc tę wizję, nie słuchaj podszeptów wstydu i lęku (naah... innym to się może udać, ale nie mnie...).

8.) OGARNIJ PRZESTRZEŃ. Przyznam się, że od dziecka żyłam z łatką bałaganiarza. Problem w tym, że od dziecka również przejawiałam potężny organiczny opór wobec czynności i wszystkiego, co oparte było na jakimś niezrozumiałym dla mnie dogmacie. Sprzątaj, BO TAK. Do dziś przymus i presja najskuteczniej studzą moją motywację do czegokolwiek. Jestem typem osoby, która sama się musi zmotywować, musi wiedzieć PO CO coś robi. Muszę mieć "bigger picture". Z biegiem czasu, kiedy zewnęrzny terror sprzątania ustał... odkryłam, że - hej, super się przebywa w ładzie :)  W uporządkowanej, czystej i wizualnie przyjemnej przestrzeni spokój umysłu przychodzi jakoś samoistnie, łatwiej też się skoncentrować i być kreatywnym. Wypoczywać. Same korzyści!

No dobra, powiecie, urzekła mnie twoja historia :P Do czego zmierzam - zagracone otoczenie wpływa na mózg o wiele bardziej, niż nam się wydaje. Rzecz jasna, negatywnie. Pedantką prawopodobnie nigdy nie będę, ale - z dumą mogę powiedzieć, że ogar jest. Teraz staram się przekazać dziecku, że pokój sprząta się nie dla świętego spokoju od zrzędzącej mamy, tylko po to, żeby przyjemniej się w nim przebywało.

9.) RUTYNA. Stety niestety, raczej nie zrobisz życiowej wolty z wtorku na środę. To bardziej jak ewolucja, a nie rewolucja. Skup się na nadążaniu za bieżącymi zadaniami, czas i tak upłynie, a nowe (niewygodne początkowo) nawyki przedzierzgną się niezauważalnie w... "to wgl można inaczej?". Warunkiem jest systematyczność. I cierpliwość*.

10.) UCZ SIĘ i INSPIRUJ SIĘ. Wysiłek poznawczy to jedna z najmądrzejszych inwestycji. Jeśli nie masz pomysłu na jakiś konkret, to szlifowanie języka obcego jest zawsze dobrym pomysłem. Ja jestem też uzależniona od słuchania podcastów lub ulubionych youtuberów, zwłaszcza wtedy, kiedy motywacja leci na ryj.

*A propos cierpliwości - spadki motywacji i gorsze dni są wliczone w koszty całego przedsięwzięcia - nie da się ich uniknąć, zwłaszcza na początku. Ale nie ustawaj w staraniach.

Pamiętaj - nie oglądaj się na ludzi. Zwłaszcza na te gnuśne cyniczne "szare eminencje", co z koślawym uśmieszkiem szyderstwa będą odprowadzać Twoje wyprostowane plecy, a potem sączyć innym w uszy swój jad na Twój temat... Oni chcą utrzymać status quo, woleliby otaczać się li tylko niegroźnymi pociesznymi piętaszkami, żeby móc brylować na ich tle.



Większość ludzi reaguje z dość prymitywnej, podświadomej matrycy - osoby piękne/zdrowe/bogate/szczęśliwe są dla nich ogromnym zagrożeniem. Dlaczego? Bo są jaskrawym naocznym dowodem, że MOŻNA porzucić wygodną i bezpieczną rolę ofiary. A nic tak nie boli jak konstatacja, że ktoś właśnie zrealizował potencjał, o który sami siebie podejrzewamy. Układ zawsze daży do równowagi, więc wszystko, co wystaje poza schemat i przeciętność będzie przez kolektyw "ciągnięte w dół". Wiem, że brzmię tutaj dość cierpko i radykalnie, ale... sorry, nie wpisuję się w nurt słodkiego bżdżenia w duchu syndromu Polyanny.

To tyla.

A, jeszcze wystąpienie Brene Brown o krytykach, w zasadzie wyczerpuje temat niekonstruktywnego feedbacku:






2 komentarze:

  1. Super wpis.Mi już nie potrzebny bo ogarnęłam się w ostatnich latach ale dla młodocianych cenny przekaz. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze Kobieto, ja to chyba sobie wydrukuje i bede czytac jak sie pogubie w natloku zadan i zyciu ogolnie. Wszystko co piszesz to swieta prawda, takie "oczywistosci" czesto nam umykaja bo niby to wiemy, ale malo kto stosuje! To jak instrukcja obslugi zycia i zyci! ;-) uwielbiam Cie czytac, jestes niesamowita!

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger