15:45

Po czem idzie znać zacnego balwierza?

Ostatnio robiłam pogłębiony zwiad w zakresie "mistrza nożyczek". Tymczasem przedstawiam swoje luźne przemyślenia w zakresie cech dobrego fryzjera:

1.) Wybrał zawód z powołania, a nie z musu.

Znam niestety osoby (co prawda starszej daty), dla których "fryzjerka" jest synonimem niezbyt lotnej pindy, której nie chciało się uczyć "ambitnych rzeczy"... Jest to oczywiście totalna bzdura i krzywdzący stereotyp, ale - jak w każdym zawodzie - trafiają się osoby, które podjęły się go z niewłaściwych pobudek... I to niestety widać po owocach.

2.) Musi być doskonałym rzemieślnikiem.

Pasja pasją, ale szlifowanie warsztatu i technik powinno być absolutnym priorytetem szanującego się fryzjera. Wykon każdorazowo musi być taki, że "mucha nie siada".

3.) Słucha i rozumie, co się do niego mówi.

A jak czegoś nie rozumie, to dopytuje klientki o jej preferencje. Sytuacja, w której fryzjer "podcięcie końcówek" interpretuje jako upierdzielenie 10 cm włosów, jest kuriozalna... Podobnie jak mylenie grzywki na bok z prostą. A wiem, że takie sytuacje się zdarzają, niestety - notorycznie. Masakra.

4.) Jest kreatywny, ale nie forsuje swojej artystycznej wizji na siłę...

Fryzjer musi mieć wizję, ale też nie może uszczęśliwiać nią swojej klientki na chama. Jej zdanie jest ZAWSZE rozstrzygające (pomijając sytuacje, kiedy np. chce sobie zrobić krzywdę brutalnym rozjaśnianiem z czerni na platynę etc.). Ostatecznie - to ona będzie ponosić konsekwencje fryzjerskich poczynań przez dłuuugie miesiące.

5.) Jest wszechstronny.

Nie leci wyuczoną sztampą. Nie sztuka strzyc wszystkie łby na jedno kopyto. Osobiście niesamowicie doceniam, kiedy fryzjer nie zadowala się lapidarną prośbą o wycieniowanie włosów, tylko dopytuje mnie o to, jaki wolę ostateczny charakter fryzury - czy ma być zadziorna, rozwiana i zmierzwiona, czy gładka, dopracowana i elegancka. Wie, czy ma sięgnąć po nożyczki, czy raczej chiński nóż. Lubię też, kiedy brany jest pod uwage mój gatunek włosa - bo wiadomix, po wyprostowaniu i wymodelowaniu każda fryzura wygląda zajebiście, rzecz w tym, żeby nie wyglądać jak sfatygowany mop dwa dni później, po myciu...

6.) Niech się ceni i szanuje - ale ja cenię świadomość, że płacę za konkret na swojej głowie, a nie gwiazdorzenie.

Za fryzjerem powinny stać przede wszystkim prace - jako niepodważalne portfolio. Spotkałam się z sytuacją totalnego przerostu formy nad treścią i nie znoszę wrażenia, że bulę za sam marketing, czy też wygórowane mniemanie samego "Mistrza"... Moja koleżanka z pracy zaliczyła taką wtopę, że poszła do rzekomo super-wielce-kreatywnej-zajebistej fryzjerki na oryginalne cięcie i kolor, a wyszła... z identycznymi włosami, jak przyszła, plus lżejsza o kilka stów. Zamiast wycieniowanej grzywki na ukos, o którą prosiła, otrzymała urąbaną prosto jak od linijki na wysokości brody... Kolor miał być schłodzony z miodowego blondu na popielaty i genialna fryzjerzyna zrobiła jej jedynie poświatę glona - brawo za nałożenie niebieskiego pigmentu na żółty, no któż by zgadł, że wyjdzie zieleń... ehh. Wstyd by mi było brać pieniądze za taką fuszerkę. Pomijam to, że moja znajoma miała serdecznie dość swojej fryzury i wprost powiedziała, że marzy o radykalnej zmianie, a fryzjerka... podcięła jej tylko końcówki o 0,5 cm, wmawiając, że tak jest fajnie, jak jest. Wściekła dziewczyna skorzystała później z usług mało znanego osiedlowego salonu i za ułamek tamtej ceny otrzymała świetne strzyżenie z perfekcyjnym zatonowaniem ciepłego blondu na perłowopopielaty. Można? Można.

Dlatego stawiam na uzasadnioną renomę, a nie wyżejsranieniżdupęmanie. I naprawdę byłoby świetnie, gdyby większość fryzjerów zaczęła praktykować fotografowanie swoich "dzieł" i wrzucanie ich np. na fanpage fb. 

Złe doświadczenia sprawiają, że do wszelkiego "gwiazdorzenia" podchodzę z umiarkowanym entuzjazmem...

7.) Przyjmuje na klatę ewentualną krytykę - z klasą i asertywnością.

Wystarczy rzucić okiem na najniższe oceny salonów fryzjerskich na Fb - dobry fryzjer wie, że klienci są różni i zawsze trafi się ktoś niezadowolony, jednak klient - nawet osioł - powinien być traktowany z elementarnym szacunkiem. Mimo wszystko. Bo potencjalni klienci czytają te opinie i są w stanie wyłapać, kto tu jest idiotą. Fryzjer świadomy swojej pozycji nie zmienia się w zacietrzewionego wojownika klawiatury rugającego klienta od dyletantów, nie wdaje się w czcze pyskówki, nie zniża się do poziomu podłogi... Już-już miałam umawiać się do jednego z kultowych fryzjerów w Krakowie, ale jak poczytałam jego żenujące "pojazdy" po niezadowolonych klientkach, to mi się odechciało. Że blachary itd. Rozumiem, że można się zdenerwować, ale człowiek na poziomie powinien panować nad emocjami i nie sięgać po tak prostackie odzywki... :/ Nie wiem... zniesmaczyło mnie to i tyle.

8.) Stara się dla każdej osoby, nie tylko dla garstki wybranych.

Czytałam ze zgrozą o tym, że niektóre "gwiazdy fryzjerstwa" inaczej obsługują klientki tzw. "szare myszki", a inaczej te wystylizowane. Pierwsze - lekceważąco, drugie - z pietyzmem. To jest NIEDOPUSZCZALNE. Fryzjer nie jest od oceniania, czy jestem wystarczająco wylaszczona, by być godną usług na najwyższym poziomie i swojej wymarzonej fryzury... Każdy ma prawo wyglądać, jak chce. Jeśli akurat danego dnia mam wywalone na ałtfit i mejkap, to guzik fryzjerzynie do tego. Niech się skupi na włosach.

9.) Zachowuje dla siebie niewybredne uwagi o czyichś włosach.

Też się z tym spotkałam... Sorry, ale jestem pewna, że klientki doskonale zdają sobie sprawę z tego, jakie mają włosy. A słuchanie pseudozatroskanych westchnień, że ojeeej, takie zniszczone... ojeeej, takie cienkie i rzadkie... - jest po prostu niezbyt komfortowe. Bo takie komentarze są po prostu niezbyt grzeczne.

Pracowałam kiedyś (wieeeki temu) na recepcji w dość luksusowym salonie fryzjerskim i od razu na szkoleniu wbito całej ekipie do łba, że NIE WOLNO mówić klientce że jej włosy są zniszczone! Jak już, to "uwrażliwione" zabiegami fryzjerskimi - od razu inaczej brzmi :)

To by było na tyle.

Jak ktoś ma dobry adres do polecenia to zostawiać w komciach, bo na wagę złota :)

W Rzeszowie mogę polecić na razie Salon Diuna, panią Ulę. Ogarnięta kobita, włosom krzywdy na pewno nie zrobi, a i poszaleć potrafi. Wkrótce będę testować też inszy adres, bo mam ochotę na... aaa, będzie niespodziewajka :P

1 komentarz:

  1. Uczęszczam mniej więcej od roku do jednej fryzjerki, młoda, szkoli się non stop, miła, ogarnięta, koloryzacja i cięcie w małym palcu, niesamowity spec! Ino dostać się można wrzodów się nabawić, ma ogrom stałych klientek (panie prawniczki, lekarki i kobiety przedsiębiorcze - czyt. $$$), a szara masa liczy na łut szczęścia ;-) nie zrażam się, wolę czekać pół roku niż iść do byle masarni. Pozdrowienia z Mazur :-)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger