19:15

Być kałem... Albo kosmosem!

Nie da się permanentnie popiardywać tęczowo opalizującymi banieczkami o zapachu truskawek.

No, karwia, no nie da się...

Czasami jest po prostu tak, że niby wszystko ok, teoretycznie szafa gra... a jednak nastrój zaczyna pikować na pysk. Czasami jest tak, że jazgot budzika dotkliwie wrzyna się w mózg, a wygrzebanie się spod ciepłej kołdry i wymarsz do łazienki celem dokonania niezbędnych ablucji przytłacza rozmachem niczym eskapada na Mount Everest. 

Najgorsze są bezsenne noce. Od studiów miewam "fazy" na niespanie, czasami wielomiesięczne... I nic mnie bardziej nie rąbie po psychice, jak właśnie chroniczny niedomiar wypoczynku nocnego. Wygląda to tak, że w dzień podpieram się nosem ze zmęczenia i z ledwością kontaktuję, a jak przychodzi do położenia się spać - nagle oczy jak spodki, ciśnienie jak po pięciu czarnych kawach, w każdej pozycji niewygodnie, wszystko uwiera, swędzi, siku, pić, w brzuchu burczy, najmniejszy szmer wzmaga akcję pikawy... A jak nawet uda się "przysnąć", to ten sen jest ciężki, męczący, jakby na wpół świadomy. W moim przypadku pierwszy kwadrans od przyłożenia łba do poduszki rokuje - albo będzie spane, albo będzie kiepsko. Po czym to poznaję? W pierwszym przypadku moje myśli się niejako rozwarstwiają jak chusteczka higieniczna, są bardziej takimi płynącymi swobodnie obrazami... W drugim przypadku - słyszę linearną, uporczywą autonarrację, która wymusza "słuchanie" jej. Masakra.

Podejrzewam, że moja (rzekomo, wkrótce ponawiam badania) łagodna subkliniczna niedoczynność tarczycy może tu mieć coś do gadania... Plus niegdysiejszy przewlekły stres, którego obiektywne źródła (a raczej, ekhm, źródło) skutecznie wyeliminowałam, ale destrukcyjne skutki odczuwam jeszcze do dziś.

Mus więc podejść do sprawy holistycznie, ale i merytorycznie.

Nie, nie mam depresji - to tylko chwilowy dołek, dołeniek. Spleen. Zawżdy u kresu zimy Toyad robi się trochę takie rozmiękłe EMO - jak przygrzeje słońce i wynijdzie zieloność, zrobi mi się o niebo lepiej. Obserwuję teraz ten stan "z boku" i wiem, że takie "falowanie" jest egzystencjalnie normalne (łoo, babo, to żeś pojechała mistycyzmem z fizyki teoretycznej).

Jednakowoż nie czekam na ten moment lepszości z założonemi gnaty, a zmuszam się do działania - ruszyłam wreszcie zleżały odwłok i kilka razy w tygodniu ćwiczę, pochyliłam się z czułą troską nad tym, co jem, z uwzględnieniem własnej osobniczej kondycji a nie chodliwych na jutubie modnych nowinek żywieniowych... Najmędrszą rzeczą, jaką ostatnio usłyszałam w tej kakofonii nawiedzonych zdrowościowych radykałów, było to, że nie ma jednej słusznej uniwersalnej diety dla wszystkich. Nawet "obiektywnie zdrowe" pokarmy mogą pewnym osobom szkodzić... Np. brokuły, pomidory i kasza jaglana przy problemach z tarczycą. Trzeba cierpliwie zgłębiać wiedzę i próbować, szukać optymalnych rozwiązań i przede wszystkim wsłuchiwać się w SWÓJ WŁASNY organizm.

W grudniu i styczniu namiętnie żłopałam olej lniany - efekty w postaci polepszenia włosów i skóry były szybkie i znaczące, ale... żołądek odmówił współpracy. Przez godzinę po spożyciu zaledwie łyżki oleju było mi mega niedobrze, czkałam jak stary żul, bolał mnie brzuch... Odpuściłam, choć może kiedyś dam jeszcze temu szansę. Temu oleju ;)

Póki co stawiam na koktajle na zielonej bazie (szpinak, jarmuż z dodatkami, seler naciowy) i zauważyłam już niezły boost w zakresie przemiany materii, co bardzo mi odpowiada. Zobaczymy, jak będzie długofalowo. Robię też rozpoznanie w zakresie wyciskarek wolnoobrotowych i wkrótce do koktaji dołączą zdrowe, świeże soki warzywno-trawne :)

A zatem - tak, zaczynam od rudymentów... Oko cyklonu wycisza się po kolei - od środka. 

:)

2 komentarze:

  1. Na olej lniany mam trik:Rozgniatam widelcem banan dodaję dwie łyżeczki jogurtu bądź serka homo,dodaję dwie lub więcej łyżek oleju i mieszam do uzyskania jednolitej konsystencji.

    OdpowiedzUsuń
  2. I ja już usycham z powodu braku słońca, raduje każdy maleńki promyczek i chęć w końcu przywdziania ramoneski, adidasków, wszystkiego co lekkie i ukochane :) Ćwiczenia i koktajle( w moim przypadku różne kombinacje ze smoothies) są najlepsze! Do wiosny coraz bliżej! :)

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger