16:17

Jak przetrwać na przednówku. Plus wizerunek Toya w nowym anoraku ;)

Miało być pościwo na jesienną deprechę, ale nada się równie dobrze na zimową dogorywkę. Zima nawet nie jest jakaś wybitnie dokuczliwa w tym sezonie, ale to i tak zima, więc można mieć uzasadnioną chęć sięgnięcia po żyletkie tempom.

Ale niet! Sugeruję wypróbować poniższe patenty wprzódy.

1.) RUCH. Najlepiej już od rana! W sumie dowolne hopsasa. Jak mam melodię na wytrząsanie sadła z kałduna, to ustawiam klepsydrę (yy, tak, takie szklane ustrojstwo z piaskiem, przywiozłam se kiedyś znad morza, o) i/lub energetyczny mjuzik z jutjuba i przez pięć minut bez przerwy intensywnie napierniczam fristajla, upewniwszy się, że nikt mnie nie widzi, albowiem taka padaka obiektywnie musi się kojarzyć ze wskazaniem na biały kaftan. Robię tak ze trzy seryjki i już czuję, że dzień zaczął się DOBRZE. Koktajlek enforfinowy budzi zblazowany mózg i można na nim kawał dnia pojechać.

Ostatnio uskuteczniam też brzuszory, bo jest mię, ekhm, niestety więcej, i o ile cycki na tym ewidentnie zyskały, o tyle lekka oponka na talii gwałci moje odczucia autoestetyczne. Dopóki posiadam talię, dopóty rozmiar odzieży mi zwisa i powiewa. A że talia zaczyna mi się krzaczyć, odpalam plan naprawczy!

/Nie ma NIC gorszego, niż zaleganie w barłogu do południa, zwłaszcza, kiedy czujesz, że "biorą" cię smuty. Hajłej do deprechy. Wiem, co gadam.

2.) ROZKŁAD JAZDY. Czyli rozpiska na cały dzień, żeby spędzić go pożytecznie, ale i przyjemnie. Jak dopada mnie apatia i zamulam, to taki "kapownik" prostych codziennych czynności i zadań jest dla mnie zbawienny - mam "czysty" umysł, a i tak nic mi nie umyka i odpada paraliżujący stres, że czas leci przez palce a ja taka bezproduktywna. Inaczej nie mogłabym sobie chyba, za przeproszeniem, palcem do tyłka trafić - taki ze mnie zimowy nieogar :/

3.) WITAMINKA DE. Zimą niedobory dają się we znaki, dlatego warto zastanowić się nad suplementacją. Jak powiada Niki, witaminka De pilnuje, coby psycha nam nie siadła. O. Ja generalnie zimą gorliwie dożywiam organizm, ładuję imbir do zielonki, nie gardzę czosneczkiem i cebulką, staram się pilnować odporności, ale też... gorliwie hoduję włosy. Nie wiem, zawsze na zimę dostaję weny do testowania wcierek, masek, supli na porost herów, i pół roku później zbieram wymierne żniwo takiej akcji :)

4.) SEZON WŁOCHATYCH GIR? Noł faken łej, biczyz. OGAR!!! Żadnego rozmemłania! Depilacja! Pedikiury! Masażery do cellulitu w ruch! Bogate masełka do cielska! Ładna bielizna! Jeśli już podomka, to w stylu "zara wpadnie przystojny hydraulik"...eee, nie no, to ździebkę może przesadziłam :P Ale chyba ogarniacie, o co cho..?

5.) FILMY, MUZYKA, KSIĄŻKI, HOBBY! Nie kcemy dopuścić do atrofii szarej masy. Ponadto, PASJA pomaga człowiekowi przetrwać nawet największe zawirowania osobiste. Sprawdzone info :P

6.) AROMATERAPIA! Yankee Candles, lampy Ashleigh & Burwood, kadzidełka Nag Champa, whatever works! ŚWIATŁO! Spacer za dnia, spacer wieczorem traktem rzęsiście oświetlonym, światełka ledowe w pokoju!

7.) LUDZIE. Mega ważne. Spotkania z ziomami, którzy zarażają nas pozytywną wibrą, są doprawdy nieocenione! Ciulom o smętnym obliczu i psychofagom wszelkiej maści mówimy serdeczne spierd*laj.

8.) ZAKUPY. Najlepszość byłaby "złotóweczka" w ukochanym lumpie, ale wiem, że nie każda czytająca Toyada dziewoja ma taką swoją miejscówkę. No to może online..? Wyprzedaże też spoko. Miło jest kupić sobie coś z myślą o wiośnie/lecie, albo choćby obmacać w szafie swoje letnie giezła... mnie widok afrykańskiej kiecy maxi wielce poprawia humor... :)

9.) Eksploracja MAKIJAŻOWYCH nowinek i możliwości. Kiedy zamierzasz paradować z nieskazitelną szpachlą perfekcyjnie z niej rozgrzeszona, bo chyba nie w 40-stopniowy lipcowy skwar? No właśnie. Połyskujący pigment, grubaśna krecha a'la femme fatale, welwetowe maty na uściech, wytworna księżycowa bladość lica... iii, zadajemy szyku niczym Neo Alexis. a jak!

10.) Hmm. Nie wiem..? Może jakaś autorefleksja, introspekcja, porządkowanie spraw, marzenia i metodyczne wcielanie marzeń w czyn. Brzmi patetycznie, ja wiem. Ale czasami taki pozorny, symboliczny letarg i gruby zimowy kokon pozwala na regenerację pancerza, nabranie sił, wyhodowanie pięknych i mocnych skrzydeł, których łopot w odpowiednim momencie rozpirzy szarą przędzę (OMFG Toy, nie sil się na poetyckie metafory, bo Ci Koeljo wychodzi...;/). 

Tak, że tego, nooo i właśnie. 

***

Wczoraj tłuste szabry na złotóweczce zaliczyłam, kilkanaście sztuk, na bogato, a dzisiaj wreszcie ustrzeliłam kurtałę z Bershki, na którą śliniłam się cały sezon. Jest WIŚNIOWA, ultraciepła (podpinka!), ma ogromniasty kaptur z wielkimi kićkami (odpinane) i kosztowała zaledwie 139 zł (przecena z ok. 400). Po mojemu, całkiem niezły deal!




Sorry za brak przyzwoitego makijażu :P

9 komentarzy:

  1. nawet Koeljo dobrze Ci wychodzi! fajnie piszesz, lubię tego Twojego bloga, już z pół roku odwiedzam i nie planuje przestać:D serio, piszesz to tak normalnie, żadnego słodkiego pierdzenia. nie zmieniaj się!:) iiiiiiiii też się zaraz biere za swoją oponę, nie ma na co czekać. pozdrawiam!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Bardzo miło mi to słyszeć :))) 30 na karku i ostatnio jakieś myśli mi się przyplątują, że może pora transformować w kierunku nobliwej matrony, ale. .. meeeh ;)

      Usuń
    2. Ani się waż! ;) 30 rulez. jakoś ta trójeczka chyba wkręca w wir szalonych pomysłów i coś w tym guście no... me gusta! <3 wiek to podobno tylko stan umysłu
      Niki

      Usuń
  2. Oj, brakowało takiego wpisu i to bardzo! :)Ćwiczenia, świeczki, kadzidełka, pozytywna ekipa to jest to! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aj aj, czuję w Twoich postach mocne flow, które i mnie poruszyło ;) Poza tym, faaaaajnie bawisz się językiem. Lubię takie pisanie. Sama próbuję, ale nie wychodzi mi to tak dobrze, jak Tobie. Będę zaglądać tutaj częściej, a tymczasem poszperam trochę na Twoim blogu. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa, powitalim w skromnych progach! :D Super, że Ci się podoba :)

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Hejka! ;) Aaaaaa otwieram szafę i przenoszę się do innej rzeczywistości! Obmyślając nowy projekt macam sobie macam kimono własnoręcznie zszyte obszywane koronką co zajęło mi lekko z tydzień... po 2 godziny bo to żmudne tak siedzieć powykręcana, ale za to jaka satysfakcja po... wykrojone z wielkiej chusty-pareo amarantowo-pomarańczowej, narzutę z chusty z pomponikami, jej wachlarzowe liście kojarzą mi się z patio na płd-afrykańskiej prowincji (tej chusty w sh nikt nie chciał, nie poznali się na prawdziwej sztuce, to co!) i czuję się jak na plaży, zimowe przytłaczające chłody odpuszczają jak tylko zatapiam się w projekty.
    Ta D3 to niesłychany wspomagacz nastroju (nie opanowałam tylko spadku nastroju kiedy sunę na szkarłatnej fali, aaaale co tam, to tylko kilka dni) i włosiska też pilnuje, żeby trzymały się głowy. Reszta włosów może mi odpaść, byle nie z głowy. I fakt... :) zauważyłam na łydkach łyse placki, włoski tam już nie odrastają, a to znaczy że pasta po wielokroć używana robi swoje i git!. Przy tym jeśli wspomagam się surowymi warzywami w ilości ogromnej to sprawa porostu na głowie też nabiera rozpędu. I doprawdy nie rozumiem, dlaczego rodzinka zatyka nos, gdy kroję surowe warzywa... boją się ich czy uzależnieni od przetworzonego żarcia? Obstawiam jedno i drugie, ale z tym ich oporem już się nie podejmuję walczyć.
    Niki

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger