16:55

Apdejt zębowy - 3 miesiące z Damonem.

No hejka :)

 Uff.

Świętuję już trzy miechy z szynami w paszczy.

Teraz jest sponio, ale przez pierwsze półtora - dwa miesiące bywało kiepsko, albowiem:

- totalnie nie mogłam się przyzwyczaić do widoku i uczucia metalu w paszczy... laski na insta wyglądały ślicznie, a u mnie dolny drut układał się w zygzak, metal wyglądał na oksydowany i w ogóle miałam wrażenie, że WSZYSCY się lampią w mój otwór gębowy, zaś rzeczony otwór się z trudem domyka
 
- no niestety, początek noszenia aparatu oznacza bolesne otarcia i afty - na szczęście wosk ortodontyczny pozwolił mi przetrwać te parę tygodni, aż śluzówka jadaka się przyzwyczaiła :)

- minęło trochę zanim zaczęłam jakotako kontrolować seplenienie oraz "płynną wymowę" (czyt. plucie)

- nie widziałam kompletnie żadnych efektów... po prostu NIC! a nadmienię, że cierpliwość nie jest moją mocną stroną :P

- nie mogłam niczego ani ugryźć, ani nagryźć, ani pogryźć... czułam ustawiczny "ćmiący" dyskomfort, a przy jedzeniu czegokolwiek - tępy ból

-  po paru tygodniach wyskoczył mi z dwóch zamków drut i poharatał jadaka od wewnątrz

- nie wiedziałam, że subtelne kiwanie się niektórych zębów jest dopuszczalne w trakcie noszenia aparatu i zdążyłam się ekstremalnie zestresować odkrywszy, że radośnie buja mi się piątka jak ją trykam językiem

Ale:

- po 1,5 miesiąca cofnięta górna jedynka zrównała się z koleżanką :D a schowana za dwójkę dolna trójka nagle zaczęła się dziarsko przepychać do przodu! Od tamtej pory efekty obserwuję już prawie z dnia na dzień, a dolny drucik jest już nieomal prosty (nie tworzy tego paskudnego zygzaka) - moje zębiska już w tej chwili są o wiele równiejsze i ładniejsze niż na początku

- przyzwyczaiłam się do swojego nowego metalowego uśmiechu, ba, nawet mi się on podoba i już się szczerzę bez żadnej krępacji, a o samym metalu w buzi praktycznie nie pamiętam

- drut wyskoczył mi z zamka jeszcze kilka razy, ale nauczyłam się go samodzielnie wsadzać z powrotem przy pomocy pęsety (dzięki niebiosom za Youtube, z którego dowiedziałam się, że w początkowych stadiach Damona drucik jest cienki i niewiele mu trzeba, żeby się wysmyknąć z rynienki)

- mogę już ugryźć bez bólu niezbyt twardą i niezbyt grubą kanapkę

- druty zostały zmienione na grubsze i mocniejsze, więc nie powinny już się wymykać

Podsumowując - jest dobrze! Czas mi leci szybko, jestem bardzo BARDZO zadowolona ze swojej decyzji o podjętym leczeniu ortodontycznym. Lepiej późno niż później.

Zauważyłam też jedną rzecz - produkt uboczny - zadrutowanie wiąże się z pewnym uogólnionym "zafiksem" na punkcie równego uzębienia i niestety, siłą rzeczy wychwytuje się już każdy odchył od perfekcyjnego łuku romańskiego u bliźnich... ;) Taki się włącza wewnętrzny orto nazi trochę :D Ale spokojnie, to tylko taka nieszkodliwa neoficka faza, która nie przyćmiła jednakowoż rozumu.

To tyle.

Wkrótce wracam z pościwem w stylu pitolondo toyadzie życiowkowe. Chceta?

3 komentarze:

  1. Też nosiłam aparat, więc wiem o czym piszesz:) I oczywiście czekam na kolejny post:)

    OdpowiedzUsuń
  2. taaak chcemy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dawaj więcej wpisów kobieto, nie pytaj więcej tylko pisz ;-*

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger