15:44

Dlaczego tymczasowo lekce sobie ważę imperatyw ultrazdrowych końcówek i o tym, jak zyskałam 3,5 cm przyrostu w miesiąc.

Miało być dla równowagi o czymś czczym, więc będzie o kłakach.

Chojrakowałam, że rozjaśnianie nie zabiło moich włosów, a potem wróciłam z wakacji w Grecji i przyuważyłam, że końcówki są yyy... gorzej niż tragiczne... Słoneczna patelnia, słona i chlorowana woda = masakra. Na szczęście kawałek od skalpu miałam odrośniętych naturalek, którym nic a nic się nie stało. Postanowiłam podciąć ten suchy wiór o jakieś 5 cm i zrównać kolor. Wyszło nieźle, jednak żeby mieć całkowicie zdrowe naturalki musiałabym urżnąć ok. 15 cm.

A tego nie chciałam. 

Toteż zdecydowałam się na totalną włosomaniaczą heterodoksję, niekanonicznie odmawiając ścięcia całej zniszczonej partii włosów! :D Zakupiłam ostre nożyczki fryzjerskie i nową butlę Mythic Oil. Zainwestowałam także w olej musztardowy/gorczycowy i baterię supli na porost (Calcium Panthotenicum, Sufrin, witaminki z grupy B, młody jęczmień). Wygrzebałam z dna szuflady zapomnianą szczotkę z naturalnym włosiem dzika.

Dzik:




 Olej musztardowy:


Przysposobiłam sobie buteleczki po płynie do soczewek - super się sprawdzają do aplikacji wcierek/olejów na skalp!


Aktualna długość herów (po prawej nie ma dziury, ot, podwinęły się):



I co?

 - Skręcając pasemka i owijając je wokół palca obcinam co jakiś czas ostrymi nożyczkami najbardziej haniebne rozczworzone kotwiczki... phehehe :P Mam wycieniowane włosy, więc nie robię sobie tym procederem "choinki"...
- Stosuję metodę OMO (odżywka-mycie-odżywka), aby maksymalnie chronić wrażliwe partie. 

- Suchy szampon/skrobia ryżowa to mój najlepszy ziomal pomiędzy myciami (co 2,3,4 dni), wyczesuję biały pył starannie szczotą z dzika, która przy okazji pobudza ukrwienie skalpu i przyczynia się do szybszego porostu.

- Wmasowuję w skalp przed myciem (najlepiej na parę godzin lub na noc) olej musztardowy, który obwiniam o rekordowy przyrost długości moich herów... Ich normalny przyrost to zaledwie 1 cm na miesiąc, a pasemko kontrolne (wyrośnięte na przebarwieniu pigmentacyjnym, więc zawsze to samo) wykazało przyrost miesięczny aż 3,5 cm!!! Nawet mój chłop własnym ślipiem odnotował różnicę, więc wiedzcie, że coś jest na rzeczy :D Grzywka była podcinana nad brwi, a już sięga kości policzkowych, więęęc...

Jaki mam w tym cel? Uhodować w ekspresowym tempie tyle, ile trzeba będzie podciąć, aby kłaki były w nienagannej kondycji. Dlaczego nie postępuję odwrotnie, czyli najpierw cięcie potem zapuszczanie? Bo cięcie musiałoby być naprawdę radykalne, a zapuszczanie mega żmudne, zaś ja zafundowałabym sobie roczek wyglądania jak debil rok dyssatysfakcji z własnego wyglądu... Nie twierdzę, że krótkie włosy wyglądają źle - wręcz przeciwnie, ale JA w krótkich czuję się FATALNIE i doprawdy nic nie poradzę, że teraz wściekle pożądam włosów po zapięcie od stanika :)

Co z tego, że końcówki mam zrypane, skoro stare poćciwe silikony robią tymczasowo skuteczną ściemę nadając im doraźnie gładkość i błysk..? A i tak na co dzień noszę zazwyczaj niedbały koczek, więc w sumie stan moich końcówek nie ma większego znaczenia... Ach, że niby zniszczenia "pójdą w górę"? Nie pójdą. Znam swoje włosy. Kiedy nie katuję ich agresywnymi środkami (rozjaśniacz, prostownica), nie potrzebują absolutnie niczego do włosowego szczęścia. Daję sobie jeszcze 1-2 miesiące takiego intensywnego hodowania i zetnę te nieszczęsne niedobitki blondu ostatecznie. Wiem, że wówczas moje włosy będą w idealnym dla mnie stanie, a i długość będzie już dla mnie akceptowalna.

Ogólnie uważam, że włosy są dla mnie, a nie ja dla włosów, i wkurza mnie takie pitolenie, że ojojoj, jak cienkie i delikatne, to musowo trza ciąć od linijeczki (och, ewentualnie ZASZALEĆ w "U") - osobiście lepiej się teraz czuję w wycieniowanych włosach - mój falujący z natury puch wygląda naprawdę korzystnie, w przeciwieństwie do prostego cięcia, które musiałam codziennie żmudnie wyciągać na szczocie, żeby uniknąć efektu niechlujnej szopy. A jak deszcz, to i szczota ani prostownica nie pomogą - loczki jak u amorka. W takiej sytuacji wycieniowana szopa obleci jeszcze jako "boho nieład" :)

Więc wiecie... schematy i reguły sobie, Toyad sobie . Wot, jak zawsze.

5 komentarzy:

  1. Już miałam kupić tego dzika, ale natknęłam się na szczotkę Olivia Garden Finger Brush (antystatyczne kolce i 100% włosie dzika). Sprawdzę to cudo. Mam o wiele dłuższe włosy, nie farbuję od 5 lat to sobie rosną jak... dzikie ;-) podcinane raz na pół roku i dość gęste i zmartwiłam się, że sam dzik nie poradzi sobie. Ten olej nie capi przypadkiem? ;-> czytałam, że smrodziarz... Od siebie polecam ampułki Placenta Mil Mil, jedyne co zahamowało wypadanie i sprawiło że zakole zniknęło tzn zarosło babyhair w 1 m-c (zawsze robi mi się po 1 stronie tylko o.O ) Kibicuję zapuszczaniu herów :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, bardzo Ci dziękuję za polecenia! Właśnie szukałam jakichś dobrych ampułek. A ta szczotella Olivia rzeczywiście interesująca! Może również się na nią skuszę :D
      Co do oleju - nooo, capi jak fiks... Daję na łeb czepek i na to jeszcze czapę wełnianą - wtedy kompres nie wypuszcza tego smrodu do otoczenia :)
      Zazdro gęstej długiej czupryny... Mam nadzieję, że też w miarę szybko zrealizuję swoje marzenie o długich ładnych włosach! W szkole miałam grubaśne, lśniące i sypkie hery... ehh, ale pocieszam się, że skoro ich stan nie jest kwestią genów, to może choć trochę wrócą do dawnej świetności, jeśli im pomogę :)

      Usuń
    2. Oj wrócą do siebie ;-) Około 6 lat temu po drugiej dekoloryzacji (z czarnego na rudy) straciłam połowę włosów, marny to był widok, a jakże trzeźwiący. Ta wcierka i może jeszcze olejek na skalp Sesa zrobiły całą robotę.Też mam czepek i karną czapeczkę! ;-D Jedyne co mnie mierzi w moich brąz kudłach to to, że w lecie od słońca rudzieją (od zawsze, taka uroda)! Co powabu przy naczynkach nie dodaje. W grudniu zamierzam ochłodzić kolor czymś delikatnym u sprawdzonego fryca, góra 3/4 długości, aby stonować z nasadą. I Placenta już w drodze. Stosuję ją po każdym myciu, czyli co 2-3 dni, 3 op. skończę i mam aureolę przy czole :-)
      A czy używałaś szczotki TT? Odniosłam wrażenie, że na dłuższą metę niszczy końcówki. Poszukałam w internetach i znalazłam potwierdzenie w wielu opiniach...

      Usuń
    3. TT mam dla córki, a sama używałam Dessaty - ale to w zasadzie to samo... i miałam ją właśnie w Grecji, czesałam się praktycznie non stop po wyjściu z wody - może ona mi tak okrutnie zrypała końcówki? :/ :/

      Teraz w ruchu jeno dzik. Zamówiłam już 2 op. Placenty :)) I capnęłam jeszcze olej łopianowy, bo pamiętam, że dawno temu fenomenalnie wygładzał moje włosy.

      Aaa no i kwestia płowienia na rudo! Mam to samo! Od głowy nobliwy chłodny brąz, a dalej - kocia sraczka :/ Też kminię, czym by to zatonować...

      Usuń
  2. Obstawiam, że Dessata dorzuciła swoje 3gr w tym procesie zagłady. Moje włosy zdążyły odrosnąć 2x po farbie, to proste druty, mega-niskoporowate, kucyk zjeżdża w dół, nawet invisibobble nie ogarnia i żeby taka szczota dała się we znaki? Coś jest nie halo z tym czesiwem.
    Łopianek też stosowałam dawno temu, ale działanie jak najbardziej na + :-)

    Ta ruda poświata doprowadza do szału... szkoda mi włosa na domowe trwałe farbowanie jak od kasku, czekam na fryca w grudniu. Mam cynk od rzeszy zadowolonych, że ma dobre farby co krzywdy nie robią. I faktycznie, widzę to po ich włosach. Grunt, żeby rudego zlikwidować i! aby farba nie wypłukiwała się na rudo. Swego czasu robiłam płukankę z kawy naturalnej i herbaty czarnej, efekty są już po jednym płukaniu, ale na dłuższą metę robi siano z włosa, wysusza. No i upierdliwe w przygotowaniu (przecedzanie kawy najlepiej przez filtr) i stosowaniu.

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger