13:53

Zarzynanie polszczyzny...

Powiem wprost - rażą mnie błędy językowe w moim otoczeniu. Nie jestem szajbniętą purystką językową - na sporadyczne błędy staram się przymykać oko, ale notoryczne niedbalstwo językowe w mowie i piśmie doprowadza mnie do szału. Otrzymałam kiedyś służbowego maila od osoby piastującej dość wysokie stanowisko związane z działem PR firmy - roiło się w nim od elementarnych baboli, zaś składnia była tak kulawa, że adresat (niestety, zbiorowy) miał poważne trudności w zrozumieniu, "co poeta miał na myśli"... I - nie, to nie było pisane "na szybkości" do pracowników, tylko były to oficjalne treści skierowane do obecnych i potencjalnych klientów, mające publicznie reprezentować naszą firmę... Szczerze? Dla mnie to jest już żenada po całości. Za przejaw mentalnego wieśniactwa uważam małostkowe czepialstwo ("dla zasady") i punktowanie każdej literówki w dyskusji opartej na siłę argumentu - ale w momencie, gdy czyjaś wypowiedź jest naszpikowana błędami tak, że aż zęby bolą, to przepraszam bardzo, ale w moich oczach taki interlokutor traci powagę i autorytet... 

Nie każdy musi być od razu Janem Miodkiem. Niektórym ogarnięcie zasad przychodzi z łatwością, innym z oporem. Jednak znałam i znam sporo osób, które - mimo pewnych problemów - ambitnie dążyły do możliwie prawidłowego posługiwania się mową ojczystą. Dlaczego? Bo warto ją pielęgnować - jest piękna i bogata. I niefrasobliwe kaleczenie jej stanowi według mnie prostactwo i brak szacunku - dla rodzimej kultury, dla bliźnich, a także dla siebie. 

Chciałam jednak przy okazji poruszyć inny problem - czy, i jak, zwracać ludziom w takich sytuacjach uwagę..? Chodzi mi głównie o osoby w naszym otoczeniu, które darzymy sympatią i nie chcielibyśmy ich urazić, a jednak każdorazowo doznajemy bolesnego szczękościsku słysząc "półtorej roku", "wziąść", "głęboki dekold", "ładny perfum", "ubierz buty". Wiadomo, że buractwem jest pełne wyższości poprawianie kogoś "przy ludziach"... A w cztery oczy? Pół żartem, pół serio? Hmm... Też śliska sprawa - w przypadku bliskich znajomych raczej nikt się nie obrazi, ale np. współpracownicy, którzy na co dzień raczą nasze uszy takimi wstawkami? :/

Mój sposób jest taki, że jak ktoś zasadzi takiego kwiatka, to ja za chwilę (możliwie swobodnie i bezpretensjonalnie) wplatam go "jak gdyby nigdy nic" we własną wypowiedź (rzecz jasna w formie poprawnej). Takie tam, korygujące echo. Zauważyłam, że często rozmówca się z uśmiechem reflektuje... :) a przy okazji jest to sposób dość dyskretny i nienapastliwy. Jak nie załapie aluzji, to może choć podprogowo "osłucha się" z poprawną formą i z czasem się na nią przerzuci.

Każdy popełnia błędy, ja oczywiście również - i oficjalnie proszę o poprawianie* mnie, nie będę się fochać. Nie postuluję tym postem dążenia do hiperpoprawności, ale apeluję gorąco o wzmożoną codzienną motywację i dbałość w używaniu ojczystego języka - poprawna polszczyzna nie jest jakąś fanaberią nadętych wykształciuchów, lenistwo i niechlujstwo w tym zakresie to po prostu - moim zdaniem - wstyd, coś, co odstręcza podobnie jak niechlujny wygląd i ordynarne zachowanie. Proszę mi tu nie wyjeżdżać z argumentem o DYSortografii czy dysleksji, bo z pewnością  taka przypadłość nie dotyczy lwiej części społeczeństwa, a mam nieodparte wrażenie, że niedbalstwo językowe - owszem.



* - Aaa, tylko nie poprawiajta mnie w zakresie używanych tu specyficznych toyadzich zabiegów stylistycznych, gdyż-ponieważ-albowiem są one stosowane z rozmysłem i są całkowicie dopuszczalne w ramach tfurczej wolności, o.




***

A teraz - specjalnie dla masochistów - moje ulubione perełki:

Trza było dziś wziąść i ubrać dziecią buty zimowe. Pomalowałam włosy na jasny bląd i ubrałam sukienkę z dekoldem, wypsiukałam się ładnym perfumem. Za półtorej miesiąca kupię dwie litry. Bo tam pisze, że to fajne. Bynajmniej ja tak uważam. Ale nie ma już dla niej nadzieji. Idę namszę w niedzielę. Kogo jest ta torebka? Ja umię i rozumię, oni umią i rozumią. Kosztowało jedynaście złoty. Ładną masz urodę. Proszę panią, po ile ten pomarańcz? Rok dwutysięczny siódmy. Trzynasty kwiecień. W każdym bądź razie. W cudzysłowiu. Dlaczemu? Temu, że tak lubiałam. Używaj kondona. Pilnuj te dziecko. Beszczelność. Mieliśmy kontrol w tramwaju. 

Ament.

3 komentarze:

  1. Jeszcze: wyciąg to zamiast wyjmij to, schów zamiast schowaj - to moje hiciory 😄😄😄

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze CIĄG to :3 "Schów" nie było mi dane usłyszeć... :D

      Usuń
    2. Nie dobrze że, tak kaleczą tą Polszczyznę :(

      Usuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger