Niektóre foty jeszcze w "starych" włosach:
Moje ulubione oksy steampunkowe:
Bardzo fajne neutrale na codzień z Essence:
Młody jęczmień... w smaku wyjątkowa koszmara, jak wywar z rozwielitek z dodatkiem glonów i mułu:
Kwiotki w Hamie:
Medytacja przy drzewie, a co:
Takie cuda tylko w Instytucie Religioznawstwa w Collegium Broscianum na Grodzkiej w Krakowie:
Hipsterskie hybrydy:
To są chyba bzy, nie? :)
Jaskółeczki są mega urocze, choć ogólnie za ptaszorami nie przepadam:
Hipsterskie pazury hybrydowe i beznadziejny dezodorant:
Tfurczość autochtonów na dzielni:
Trampexy zawsze spoko:
Me likie:
Granitowe szpony:
Ha, zaklinałam się, że kłaków nie skrócę tak mocno, i co... :)
Nie ma to jak parchatka na dziobie :/
Mama przywiozła z Portugalii:
Uwielbiam płomienne chmury, wiem, że to takie ORYGINALNE haha:
Banany z poziomami:
W tle na lodówce dzieło mej Progenitury, wspaniałe, prawdaż:
Cycas Revoluta, sagowiec, podobne do palmy, a ja uwielbiam palmy! Muszę się skupić, żeby go nie ubić (nie mam "ręki" do roślin) - otrzymał nawet imię: Czolito :D
Toyad czasem w ramach samopomocy babskiej to i flamboyage wykona:
Upały lipcowe spędzałam tak:
Moussaka, przepyszne zapiekane żarełko - bakłażan, cukinia, sos pomidorowo-mięsny z cynamonem, ser grecki na wierzch. Zdjęcie nie oddaje szału podniebienia, musita mi uwierzyć na słowo :)
Łąki nowohuckie:
Patrzę se na sufit namiotu, a sufit patrzy na mnie:
Zieloniutki kitrak, Quechua, z Decathlonu, rozkłada się w 2 s:
Księciunio do wzięcia, komu komu:
Toyad tkliwy nihilista... :D Bralet z Charlotte Rouge, model Lovesick, jaram się jak dzika:
Moje ulubione oksy steampunkowe:
Bardzo fajne neutrale na codzień z Essence:
Młody jęczmień... w smaku wyjątkowa koszmara, jak wywar z rozwielitek z dodatkiem glonów i mułu:
Kwiotki w Hamie:
Medytacja przy drzewie, a co:
Takie cuda tylko w Instytucie Religioznawstwa w Collegium Broscianum na Grodzkiej w Krakowie:
Hipsterskie hybrydy:
Jaskółeczki są mega urocze, choć ogólnie za ptaszorami nie przepadam:
Hipsterskie pazury hybrydowe i beznadziejny dezodorant:
Tfurczość autochtonów na dzielni:
Trampexy zawsze spoko:
Me likie:
Granitowe szpony:
Ha, zaklinałam się, że kłaków nie skrócę tak mocno, i co... :)
Nie ma to jak parchatka na dziobie :/
Mama przywiozła z Portugalii:
Uwielbiam płomienne chmury, wiem, że to takie ORYGINALNE haha:
Banany z poziomami:
W tle na lodówce dzieło mej Progenitury, wspaniałe, prawdaż:
Cycas Revoluta, sagowiec, podobne do palmy, a ja uwielbiam palmy! Muszę się skupić, żeby go nie ubić (nie mam "ręki" do roślin) - otrzymał nawet imię: Czolito :D
Toyad czasem w ramach samopomocy babskiej to i flamboyage wykona:
Upały lipcowe spędzałam tak:
Moussaka, przepyszne zapiekane żarełko - bakłażan, cukinia, sos pomidorowo-mięsny z cynamonem, ser grecki na wierzch. Zdjęcie nie oddaje szału podniebienia, musita mi uwierzyć na słowo :)
Łąki nowohuckie:
Patrzę se na sufit namiotu, a sufit patrzy na mnie:
Zieloniutki kitrak, Quechua, z Decathlonu, rozkłada się w 2 s:
Księciunio do wzięcia, komu komu:
Toyad tkliwy nihilista... :D Bralet z Charlotte Rouge, model Lovesick, jaram się jak dzika:
No i tak.
Do następnego!









































Bardzo podobają mi się te zdjęcia z sesji <3 Aaa i boskie oksy!! <3 <3
OdpowiedzUsuńOksiki ze straganu na krakowskim Kazimierzu, były jeszcze w wersji srebrnej, świetne są :) Dzięki!
UsuńHej! muszę to napisać: piękny BOB i cudne okularki *.* Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńDziękuję pięknie! :)
UsuńPS. Ja też 4w5! ;> Pozdrawiam ;)
Świetnie wygląda ten bralet pod zwykłym topem :) taka fryzura na boba bardzo pasuje do Twojej klasycznej urody!
OdpowiedzUsuńFajnie:)
OdpowiedzUsuń