19:07

What has been zaciążone, can not be unzaciążone...

Z cyklu luźne piardy poboczne. Z przymrużeniem oka, a jednak...

Znowu dzisiaj przez przypadek natknęłam się na kipiący pociesznymi poradami program tefałenowski z serii, parafrazując, jak powić dziecię i nie spasztecieć... A NIE, przepraszam, WRÓĆ! To, co mnie właśnie w takich pogadankach zawsze niesamowicie mierzi, to założenie, że ciąża OBLIGATORYJNIE rujnuje kobiece ciało i sylwetkę i jedyne, co może taka nieszczęśliwa hipopotamica uczynić, to postarać się zminimalizować te, niechybne rzekomo, a koszmarne, szkody na wyglądzie, aby partner, biedaczek, mógł na nią spoglądać bez womitalnych czknięć... A nawet, o zgrozo, zechcieć współżyć przy zapalonym świetle! Szok, normalnie szok, nie??

Odkąd zostałam mamą, dotarła do mnie cała absurdalność i kretynizm natrętnie hołubionego na każdym kroku mitu, że każda świeżo upieczona rodzicielka boryka się z nadwagą i generalnie wszystko jej potwornie obwisa, nieapetycznie dynda, tzytzki pobierają wody gruntowe a skóra zyskuje darmowe kabaretki w postaci rozstępów. W bonusie cellulit.

Holender... Yyy... Nooo...

Otóż. Moi mili. Nie twierdzę, że problemy z sylwetką po ciąży nie występują wcale, ale uważam, że skala tego zjawiska, przedstawiana w mediach i obecna w potocznym wyobrażeniu, jest srogo wyolbrzymiona.

Jakoś tak patrzę i patrzę, rozglądam się, węszę, i wokoło widzę tabuny młodych mam wyglądających ładnie, zgrabnie, zadbanie. I nie, nie są one podcierającymi sobie tyłek kasą celebrytkami. Normalne baby +/- 30-letnie. Nie kojarzę żadnej, absolutnie żadnej, drastycznej metamorfozy z wiotkiej świtezianki w mamuta. Owszem, znam kilka takich pań, których figura pozostawia nieco do życzenia, ale... pozostawiała ona do życzenia już grubo PRZED zajściem w ciążę, więc..? Nie dajmy się zwariować! Wlazło, wylazło no i heja banana lajf gołz ooon, biczyz. :)

Jedyne, co widnieje obecnie 'nowego' na moim brzuchu, to mini blizenka po laparoskopowej ekstrakcji ślepej kichy rok temu. Reszta cacy, jak w dniu matury, waga też od liceum konstans, a prawie trzy dychy mam na karku.

O co ja się w sumie pieklę, pewnie pukacie się w czoło... :) No tak. W sumie nie ma o co. Tylko jak widzę pierdylionowy komentarz pod zdjęciem którejś blogerki - mamy, że jakim cudem TAKA FIGURA PO DZIECKU, to już zaczynam strzykać lewym żebrem z irytacji...

2 komentarze:

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger