08:47

Niedzielny popas.

Dzień zaczęłam od wyżłopania pokaźnego kubasa wody z sokiem z połówki cytryny. Na śniadanie zaś rąbnęłam, po raz pierwszy w życiu, czarną owsiankę - wodziankę, ze zmielonym chwilę wcześniej czarnym sezamem, bananem oraz odrobiną miodu przywiezionego przez brata z najgłębszych czeluści Bieszczadów.



Re-we-la-cja! Będę sobie od dzisiaj "kazywać" co rano. Asfaltowa breja! <3 Pochłonęłam jak dzika i nie trzepłam foty... Sorry.

Na obiad zmajstrowałyśmy pospołu z mamą pizzę i wyszła po prostu genialna... Z sosem jogurtowo-majonezowo-czosnkowym. Mniam. Tym razem zdążyłam trzepnąć fotę.


:)

 A popołudnie spędzone familijnie na działce. W starej, niezmiennie lubianej bluzie z Papercats...


1 komentarz:

  1. Ja stanowczo nie zdążyłabym zrobić zdjęcia pizzy. ;)

    Kocia bluza jest wielce ok. <3

    Pozdrawiam serdecznie,
    Em

    OdpowiedzUsuń

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger