12:50

Muszę.

Zazwyczaj wszyscy gorliwie deklarują pogardę i niechęć wobec przejawów chamstwa oraz prymitywizmu. Słusznie. Ja również nie znoszę prostactwa.

Ale - czasem lubię prostotę. Często przedkładam prostotę nad "przekombinowanie". Powiem więcej, nierzadko zdarza mi się szczerze gardzić ludźmi, którzy z nieskomplikowanych w swej istocie rzeczy tworzą "intelektualne labirynty" - jak to mądrze śpiewał Grabaż... 

Jednak skonstatowałam ostatnio z pewnym niesmakiem, że ogół jest wybitnie odporny na elegancję minimalizmu. Motłoch żąda lansu, fajerwerków, buraczanego przepychu, hucznych igrzysk, blichtru i generalnie pokładów łajna w srebrnych i złotych papierkach, mającego imitować belgijskie praliny...

I, jeżeli miałabym być doskonale szczera, osobiście wyżej cenię oczywistego chama, autentycznego jak nieobrobiony kruszec, niż chama, który poutyka sobie piórek w dupkę i dobywa z trzewi papuzie trele, będące kompilacją MUNDŻE brzmiących słówek wykutych na blachę z co MUNDŻEJSZYCH książek...

Skąd takie moje dziwne refleksje? Z obserwacji poczynionych już w szkole średniej, potem na studiach (multum przykładów na totalny brak umiejętności samodzielnego myślenia i wyciągania własnych wniosków, wymagających niekiedy wejścia w polemikę z autorytetem... bezrefleksyjne odtwarzanie czyichś stwierdzeń, poważny kłopot z przełożeniem górnolotnej naukowej paplaniny na mowę potoczną; no po prostu PSEUDOINTELEKTUALNY BEŁKOT powielany i kalkowany, i - o zgrozo - oklaskiwany zewsząd). Ostatnio na kilku popularnych blogaskach, co ciekawe, gloryfikowanych za rzekomą ich umysłową głębię... Śmiech na sali. Drewniany dowcip, nieudolne próby mierzenia się z ironią, nieco ołowiana lekkość pióra... Nudna, pusta, snobistyczna fanfaronada jakiejś pańci przytrzaśniętej kloszem. Zero jaj, zero charyzmy, ale za to ZAWSZE pamięta, żeby bułkĘ w bibułkĘ...

 Społeczeństwu wystarczą najwyraźniej pozory. "M jak puszczę pawia".

Na szczęście, pośród chórku wiernych klakierów ("jejusiualetymaszładnewłoski") pojawiły się i głosy krytyczne. Wot, taka mała szpileczka, żeby troszkę upuścić powietrza z mniemanka jaśnie hrabiny kropiącej wyrafinowaną opiniotwórczą wizjonerkę...

Jak to zazwyczaj bywa, kiedy na coś jest owczy pęd, rośnie szansa, że to jakaś lipa. Gówienko pokryte lukrem. Parafrazując Leca, błoto sprawiające wrażenie głębi... Nie dziwota, że motłoch tak wielbi kiczomistycyzm Coehlo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komciaj śmiało, komcionauto :*

Copyright © 2016 teo.nana.kat , Blogger